Disco z pola

Disco polo. Synonim kiczu, prostoty, taniości i przaśności, ale powoli także… nieodłącznhttp://i.wp.pl/rozrywka//gallery668839/2012/12/52/week7.jpgy element polskiej kultury. Uosobienie rodzimego „cebulactwa”. Rozbrzmiewa niemal wszędzie – od najpopularniejszego kanału muzycznego (Polo TV), przez dyskoteki, wesela, skończywszy na wiejskich festynach i „potupajkach”. Gatunek ten wpisał się na stałe w pejzaż naszego społeczeństwa. Polska stała się niechlubną plamą na mapie muzycznej Europy. Czy może się to jeszcze zmienić?

Zarzewiem disco polo były lata 80. XX wieku. Szczyt popularności przypadł na połowę lat 90`, kiedy to mafijni bonzowie inwestowali w ten rodzaj muzyki. Zespoły, dla których swoistym poletkiem były remizy i bazarki, szturmem wdarły się do telewizji. Miliony sprzedanych kaset, litry żelu na głowie, wykreowanie hymnów polskich prowincji – to dorobek muzycznych tuzów w rodzaju Bayer Full czy Boys. Osobiście poznałem wielu ludzi, dla których Zenon Martyniuk z Akcentu (nomen omen spiritus movens podlaskiej sceny disco polo) jest prawdziwym idolem, o którym mówią bez cienia żenady. Wydawało się, że wraz z nadejściem XXI wieku, disco polo chyli się ku upadkowi. Niestety, niczym feniks z popiołów gatunek odrodził się na nowo w 2007 roku. Zespoły tego nurtu ponownie święcą tryumfy, co doskonale obrazują rankingi popularności na YouTubie.

A jak to wszystko wygląda od kuchni? Składniki tej muzyki są niezmienne od lat: ascetyczna aranżacja, melodia „na jedno kopyto” i łatwo wpadający w ucho, prymitywny tekst (nierzadko okraszony sprośnymi, rozporkowymi aluzjami). Zero rozwoju, żadnego wyściubiania nosa poza tą sprawdzoną formuł17102014koncert-czadoman-z-hitami-ruda-tanczy-jak-szalona-chodz-na-kolana-rzeszow-stude_ilogo_124246_500_500ę. Nie będzie obarczone błędem stwierdzenie, że disco polo to prawdopodobnie najgorsza muzyka. Słuchają jej muzyczne nieuki i zagubione owieczki, którym nikt nie nakreślił innej drogi. Muzyczni lenie, którzy nigdy nie zadali sobie tyle trudu, żeby poznać jakąś lepszą muzykę. Nie brakuje jednak orędowników disco polo, zatwardziałych ortodoksów, nie będących w stanie wyobrazić sobie dobrej zabawy bez tego rodzaju „muzyki”. Głuchych na argumenty, że istnieje milion innych tanecznych hitów, przy których również można się świetnie bawić. Nietrudno udowodnić tezę, że disco polo to dno. Wystarczy spojrzeć na naturalny rozwój ambitnych słuchaczy. Jeśli jakaś osoba jest miłośnikiem poezji śpiewanej, muzyki klasycznej lub jazzu, to raczej nie słucha tej muzyki od dzieciństwa. Taka „jednostka słuchająca” mogła wcześniej słuchać np. popu, rapu, potem rocka lub metalu. Nie istnieje natomiast ani jeden wiarygodny przykład osoby, która „rozwinęłaby się” muzycznie w drugą stronę – od rocka, metalu, poezji śpiewanej czy jazzu w kierunku disco polo. Taki kierunek nie istnieje. Ktoś, kto chociaż trochę zrozumiał ambitniejszą muzykę, pozostanie obojętny na wątpliwe uroki disco polo. Ta muzyka będzie dla niego zawsze nieatrakcyjna, ponieważ nie ma w niej żadnej wartości. Owszem, każdy może sobie słuchać tego co lubi i hołdować zasadzie – „nie ma muzycznych gatunków, jest tylko dobra lub zła muzyka”.

Jednak, na miły Bóg, przekonywanie w towarzystwie o muzycznych walorach disco polo, jest zwyczajnie żałosne. Żal mi tych muzycznych troglodytów, którzy z dumą i zapałem w oczach nucą discopolowe hity. Świadomie lub nie, w sposób godny politowania się poniżają. Tak, mam prawo (podobnie jak słuchacze rapu, rocka, metalu, reggae itd.) czuć swoją wyższość nad fanami disco polo w kwestii odbioru i zrozumienia muzyki. Warto zaznaczyć, że wśród fanów disco polo prym wiodą niepodzielnie przedstawiciele Podlasia i Lubelszczyzny (z chlubnymi wyjątkami w postaci Protagonisty, niosącego kaganek muzycznej ogłady), dla których ideałem mężczyzny/kobiety są statystyczni bohaterowie teledysków disco polo.

Obcowanie wśród obrastających cebulą słuchaczy disco polo może boleć. Może prowadzić do przykrych wniosków, że kultura i muzyka zostały zepchnięte na margines życia i zastąpione przez bezguście. Disco polo stało się elementem polskiego folkloru, a raczej zapaści kulturowej, jaka dzieli nas od cywilizowanych krajów. Zostało głęboko zakorzenione w stłamszonych gustach wielu słuchaczy i zdaje się być nie do wypleniania. Bo i po co? W końcu nie od dziś wiadomo, że łatwiej sterować społeczeństwem głupim, a w dodatku pijanym.

Kushemsky

https://www.facebook.com/omniscienttrinity?fref=ts

Tak, prawdziwy hicior (a właściwie dwa), do którego wzdychali nasi praojcowie 🙂

Źródło zdjęcia:

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s