Pięćdziesiąt facjat Greya

Zbliża się wielkimi krokami. Coraz więcej znajomych płci pięknej szumnie dodaje się do wiekopomnego wydarzenia. Facebook aż huczy i bombarduje mnie zewsząd wpisami typu: „Kasia weźmie udział w premierze filmu…”. O jaki film chodzi? Ano niebawem nastąpi odsłona pięćdziesięciu facjat Greya. Popularne „porno dla mamusiek” wchodzi do kin.

Christian-Grey-fifty-shades-of-grey-38080798-245-140.gif
Grey seksownie łypie na swoje fanki.

 

Mając w sobie od zawsze nutkę badacza kobiecej natury, jakieś trzy lata temu zmierzyłem się z tą bestsellerową lekturą. Niestety, jej wartość literacka mnie przerosła i dotrwałem ledwo do połowy książki. Trudno powiedzieć, czy to wina tłumaczenia, ale sama narracja jest po prostu nieznośna. Nie da się tego czytać. Liczyłem na jakieś wysublimowane opisy seksu, wyuzdane fantazje i ostrą perwerę. Dostałem w zamian Świętego Barnabę (Anastasia, czyli główna bohaterka, wzywa go w chwilach podniecenia) oraz żałosną scenę fellatio, kiedy ów Grey ocenia pierwszego „lodzika” naszej bohaterki na szóstkę z plusem. Właśnie tyle zapamiętałem z tej książki. Oczywiście sam Christian Grey jawi się jako mityczny kochanek – przystojny, władczy, czuły, a przy tym ostro sponsoruje. Nie wiem, jakie prezenty otrzymywała Anastasia w dalszych rozdziałach książki, ale zdaje się, że już na samym początku stała się posiadaczką nowego MacBooka. Ot, autorka powieści tylko pogłębiła smutny stereotyp, że kobiety w pierwszej kolejności zwracają uwagę na status materialny.

03E8000003728564-photo-luis-bunuel-offre-a-catherine-deneuve-l-un-de-ses-premiers-roles-troublants-en-1966-dans-belle-de-jour-une
Ikoniczna Catherine Deneuve już w 1967 roku była związywana i smagana pejczem po swojej bella puppie.

 

Jeśli ktoś poza mną nudził się jak mops, „walcząc” z „Pięćdziesięcioma twarzami Greya” i tą koszmarną narracją, odsyłam do dzieł Markiza de Sade (ten to potrafił pisać o największych bezeceństwach, a robił to już w XVIII wieku). O ile legendarne „120 dni Sodomy…” może być w większych ilościach niestrawne i nudne, to już „Justyna, czyli nieszczęścia cnoty” jest dziełem wybitnym.

Jednakże chwila refleksji pozwala mi znaleźć pewne plusy, które płyną z lektury „Pięćdziesięciu twarzy Greya”. Oto one:

  • Książka może wyzwolić ukryte pragnienia kobiet. Tak! Może rozbudzić chuć naszych partnerek (dziewczyn, żon, kochanek). Każdy wytrawny samiec alfa (albo samczyk) powinien to wykorzystać. Kto wie, może „pod wpływem” lektury nasza druga „połówka” dużo bardziej przychylnym okiem spojrzy na wiele propozycji, które wcześniej były dla nas odległymi marzeniami i spotykały się z łóżkowym ostracyzmem. Związek nabierze pikanterii, a temperatura każdej małżeńskiej alkowy podskoczy. I o to właśnie chodzi.
  • Dochody wielu sex-shopów lawinowo rosną. Również Allegro zasypywane jest coraz bogatszą ofertą wszelkiej maści akcesoriów erotycznych. Wibratory, dilda, kulki,
    038
    Tematyka sądownicza także nie jest nam obca.

    korki, sondy – słowem wszystko! Przemysł erotyczny trafia pod strzechy. Teraz wibrator nie jest już tylko osiemnastkowym prezentem „dla beki”, ale coraz częściej noszą go w torebce bogobojne matrony, świadome własnej seksualności. Idzie nowe!

  • BDSM rośnie w siłę, nie jest już tylko jedną z wielu podkategorii stron pornograficznych. Czy dobrze? Tak, jeśli nie będzie rodziło patologii i nie przyczyni się do wzrostu przemocy seksualnej. Nie trzeba być wielkim filozofem, żeby wysnuć wniosek, że uległość jest naturalną cechą u większości kobiet, a dominacja domeną mężczyzn. Klapsy zawsze ożywczo wpływają na atmosferę w sypialni. Jeśli kobieta je lubi, to znak, że można uchylić arkana czegoś o znacznie większym kalibrze (i nie mam na myśli zapraszania do łóżka „trzymetrowego murzyna z Brooklynu”).

Pora ustosunkować się do dzieła E. L. James. Jeśli widzę, że jest to jedna z ulubionych książek nastoletnich dziewczynek, to nie mam większych pretensji. Dobrze, że w ogóle cokolwiek czytają. Jednak, gdy jakaś studentka albo dojrzała kobieta (o zgrozo!) na pytanie o ulubioną książkę, odpowiada mi z wypiekami na twarzy: „Grey!”, i jeszcze zaczyna przekonywać o jego wartościach literackich, to odwracam się i śmieję w kułak. Święty Barnabo, serio?

Na koniec trochę wysmakowanej muzycznej erotyki, trwającej mniej więcej tyle, ile średnia długość aktu seksualnego. Smacznego!

Kushemsky

Zachęcam do polubienia bloga na fb:

https://www.facebook.com/omniscienttrinity?fref=ts

Źródła ilustracji :

Reklamy

5 thoughts on “Pięćdziesiąt facjat Greya

  1. tow. KS 8 lutego 2015 / 16:32

    Niestety „dzieło” to promuje relacje przemocowe (ten cały Grey nic sobie nie robi z tego, że bohaterka powiedziała safe word itd., podobno – czytałam tylko fragmenty, bo 1. czytać się tego nie da 2. szanuję swój mózg) i niezbyt trafnie portretuje relacje BDSM. Co do nastoletnich dziewczynek – mnie to raczej przeraża, nie jestem pewna czy to wynika ze specyfiki mojej osoby, czy z tego, że bądź co bądź czternastolatka takich rzeczy czytać nie powinna…

    Lubię to

  2. Lilly 8 lutego 2015 / 17:21

    Czternastolatki piszą lepsze fanfiction. Serio, polecam archiveofourown.org

    Polubione przez 1 osoba

  3. JESTEŚWSTANIESIĘDOMYŚLIĆ 5 stycznia 2016 / 00:44

    Białe Audi R8. „Rzecz o mych smutnych dziwkach”. Podobają mi sie te Twoje NIEKTÓRE, jak ” osyracyzm” – dobór słów cenię ponad miarę, tylko pozwól ludziom na odwieczny podział – tych głupich i trochę mądrzejszych (wypieki na twarzy & I love MITYCZNY KOCHANEK kontra Potop względnie Krzyżacy – i na mnie, czyli PI i PIK, gdyż mnie Pan Piotr C. bawi jak robak dziecko w piaskownicy).

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s